poniedziałek, 28 listopada 2016

Za co oni ginęli? - recenzja książki Ks. Jana Badeniego SJ

Ostatnio otrzymałem od wydawnictwa Prohibita książkę ks. Jana Badeniego SJ pt. ,,Angielscy Męczennicy Reformacji". Jest to wznowienie dziełka z 1901 roku, które wówczas nosiło tytuł ,,Błogosławieni męczennicy angielscy".  Już sama postać autora jest wielce ciekawa. Ksiądz Badeni był prowincjałem Jezuitów w Galicji, swoją pracę duszpasterską i misyjną poświęcił działaniom społecznym, zakładał kółka robotnicze, spółdzielcze i rzemieślnicze. Utworzył również wspólnotę misyjną dla polskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych. Oprócz tego pisał liczne książki, między innymi biografię świętych Stanisława Kostki i Ignacego Loyoli, historię ruchu ludowego w Galicji oraz właśnie recenzowaną tutaj opowieść o męczennikach angielskich. Sam również doczekał się ciekawej i obszernej biografii autorstwa Andrzeja Pawła Biesia, wrocławskiego jezuity i historyka. 


Tematyka reformacji w Anglii i bardziej ogólnie czasów tudoriańskich, staje się ostatnio w Polsce coraz bardziej popularna. Zainteresowanie tym okresem zaczęło na pewno skokowo rosnąć od czasów emisji ciekawego, aczkolwiek nie pozbawionego błędów historycznych serialu Dynastia Tudorów.  Pojawiły się już zatem książki dotyczące czasów wcześniejszych i dynastii Plantagenetów, biografie Henryka VIII, a nawet ewidentnie zainspirowany serialem, ciekawy magazyn i serwis internetowy http://www.tudorowie.pl/, popularyzujący wiedzę na temat słynnej dynastii i jej czasów. 
Wśród tej tudoromanii marginalizowany był jednak często wątek opozycji wobec zmian, jakie wprowadzał Henryk i jego następcy. Ze zrozumiałych względów byłą to głównie opozycja katolicka i to właśnie jej czołowym postaciom poświęcona jest książka Badeniego. Choć napisana ponad 100 lat temu i mająca formę apologetyczną, nie traci nic na aktualności. Ba, nawet właśnie dzięki temu, iż powstała w czasach wolnych od modernizmu i indeferentyzmu religijnego (a ściślej w czasach, gdy te nurty jeszcze nie dominowały), jej wydźwięk jest tak aktualny i trafia w sedno problemu. 



Nie jest to oczywiście książka naukowa. Jeśli chcemy rozeznać się, przynajmniej wstępnie w tematyce reform religijnych, doktryn powstającego anglikanizmu i dziejów opozycji katolickiej warto sięgnąć później po dostępną na polskim rynku choćby ,,Myśl polityczną reformacji i kontrreformacji. Tom I. Rewolucja Protestancka"    profesora Adama Wielomskiego, w  której to książce znajduje się obszerny rozdział poświęcony formowaniu się anglikanizmu. Również w książkach Ryszarda Mozgola ,,Białe Karty Kościoła" i w pierwszym tomie ,,Christianitas" znajdziemy ciekawe rozdziały na temat tego, co wydarzyło się na Wyspach w XVI wieku. Warto też sięgnąć po artykuł Mariusza Matuszewskiego ,,Z dziejów oporu wobec reform religijnych Henryka VIII", opublikowany w czasopiśmie ,,Pro Fide Rege et Lege" 1/2012.  

Książka Badeniego może być doskonałym wstępem do takich poszerzonych badań. W pierwszym rozdziale galicyjski ksiądz analizuje pokrótce historię ofiar reformy Henryka VIII.
Do stolicy apostolskiej jesteśmy przywiązani tak bardzo, że dla potwierdzenia tego nie sposób nigdy uczynić zbyt wiele - tak pisał tenże Henryk na kilka lat przed swoją przemianą.
Cytat ów, z całą wyrazistością uwidacznia, że pozycja katolicyzmu na Wyspach Brytyjskich była bardzo silna i umocowana na wszystkich poziomach społecznych[1]. Był to okres ożywionej pobożności, zarówno indywidualnej, jak i wspólnotowej. Istniały liczne bractwa, gildie i stowarzyszenia zakotwiczone w sferze religijnej, a poziom powołań kapłańskich, którym często mierzy się religijność danej społeczności, mocno wzrastał[2]. O sile katolicyzmu świadczą też fakty, że przeciwko późniejszym, odgórnym próbom konwersji państwowej wybuchły aż trzy powstania ludowe[3], optująca za katolicyzmem królowa Katarzyna Aragońska cieszyła się wielkim poważaniem poddanych, a wstąpienie na tron jej córki, Marii Tudor i chwilowa rekatolicyzacja państwa spotkało się z olbrzymim entuzjazmem społecznym. 


Przytoczmy też drugą istotną sprawę, wynikającą z cytowanych słów Henryka VIII, a mianowicie paradoks jaki towarzyszył od samego początku katolicyzmowi angielskiemu i jego reakcji na reformy wyznaniowe. Polegał on na tym, że elita władzy, wraz z królem na czele, będąca z początku najbardziej zagorzałym przeciwnikiem wystąpienia Marcina Lutra, ostatecznie sama dokonała radykalnej przemiany religijnej, pod wpływem zarówno czynników systemowych, doktrynalnych, jak i osobistych, których roli w historii również nie należy lekceważyć. Henryk Tudor, w reakcji na pierwsze dzieła Lutra, napisał w 1521 roku traktat teologiczny o obronie siedmiu sakramentów zatytułowany Assertio Septem Sacramentorum[1]. Nie było to głębokie dzieło z zakresu teologii, jednakże prezentowało  w swojej treści spójną, wierną nauczaniu papieskiemu i katolickiej tradycji, wykładnię myślenia o sakramentach i podstawach rzymskiej wiary. Za ten traktat Papież Leon X uhonorował Henryka wielce prestiżowym tytułem ,,Obrońca Wiary”, który (znów paradoksalnie) do dziś figuruje w oficjalnej tytulaturze monarchii brytyjskiej. Niektórzy historycy przypisywali autorstwo Assertio Septem Sacramentorum kanclerzowi i słynnemu myślicielowi Tomaszowi Morusowi (ang. Thomas Moore), jednakże moim zdaniem jest to mało prawdopodobne, gdyż ten sam Morus, który później został przez Henryka VIII skazany na śmierć za obronę katolicyzmu i odmowę przyjęcia Aktu Supremacji[2], protestował przeciwko istotnym fragmentom traktatu. Twierdził on bowiem, że zbytnie zbliżanie się do Watykanu i uległość wobec papieża może nie leżeć w interesie Anglii, gdyż papież jest również władcą świeckim i pewnego dnia Anglia może się znaleźć z nim, jako państwo, w stanie wojny. Powoływał się w tym wypadku na casus Hiszpanii, która w takiej sytuacji się niejednokrotnie znalazła i wtedy papieże wysuwali argument o wyższości władzy piotrowej nad świecką, zmuszając hiszpańskich władców do ustępstw. Na te zarzuty Morusa Henryk odparł właśnie owym słynnym cytatem. Ta skomplikowana i paradoksalna sytuacja była niejako aktem założycielskim nowego, kontrreformacyjnego katolicyzmu angielskiego, który w późniejszych czasach bardzo często odwoływał się do tych wydarzeń, a i sam paradoks jako motor napędowy rozważań angielskich myślicieli katolickich zdobył sobie jedną z czołowych pozycji, tak wyróżniających styl brytyjski od niejednokrotnie napuszonego i pompatycznego stylu łacinników francuskich, czy hiszpańskich.  

Badeni analizując reformę Henryka również zauważa powyższe uwarunkowania i podkreśla przede wszystkim skalę przemocy i zniszczeń dokonaną na katolikach przez króla. Przed reformacją Henryk skazał bowiem na śmierć zaledwie dwóch przestępców, po odejściu od katolicyzmu wydał osobiście 750 (!) wyroków śmierci a wszelkie jego działania odwetowe i reformacyjne pochłonęły blisko 60.000 ofiar, co jak na tamte czasy jest liczbą ogromną. I to właśnie jemy należałby się przydomek ,,Krwawy Hall" a nie córce Marii, której elżbietańska propaganda ową ,,krwawość" przydała, podczas gdy Maria w porównaniu z Henrykiem, czy Elżbietą to nieomal wcielenie łagodności. 


Badeni podkreśla także siłę woli i niezłomność z jaką Fischer czy Thomas Moore stawali na szafocie, mimo iż wielokrotnie mogli uratować życie wypowiadając jedno zdanie uznające Henryka za głowę Kościoła w Anglii. Ta nieprzejednana wiara i oddanie papieżowi, katolicyzmowi i Rzymowi jest niejako motywem przewodnim książki. W jej głównej części autor bada bowiem żywoty najsłynniejszych męczenników ery elżbietańskiej: Edmunda Campiona, Aleksandra Brianta i Tomasza Cottama. Wszyscy oni prowadzili aktywne prace duszpasterskie na terenie protestanckiej Anglii, ukrywając się, podróżując, pisząc książki i odezwy, odprawiając msze i utwierdzając w wierze prześladowanych katolików. Jednocześnie od papieża dostali ścisłe przykazanie, by w ogóle nie mieszać się w sprawy polityczne i we wszelkich sprawach poza religijnych uznawać legalną władzę królowej Elżbiety. Badeni opisując te wydarzenia zdecydowanie obala mit ,,papistowskiego" spisku wymierzonego w królową, o jaki właśnie oskarżani byli praktycznie wszyscy katoliccy księża i zakonnicy i za tenże rzekomy spisek zostali skazani na śmierć. Autor udowadnia, że w rzeczywistości zginęli oni tylko i wyłącznie za wiarę, gdyż prześladowcy, władze i wreszcie kaci wielokrotnie ofiarowali im łaskę, jeśli wypowiedzą to jedno, jedyne zdanie, którego wypowiedzieć nie chcieli także Fischer i Moore.  
Okropnie torturowany Campion uznał Elżbietę za królową, ale na pytanie, czy uznaje ją również za głowę Kościoła odparł: Jestem anglikiem, ale przede wszystkim katolikiem i chrześcijaninem. W rzeczach kościelnych i duchownych słucham władzy duchownej.  W okrutnej zemście Campiona poddano dalszym torturom a żeby dodatkowo go ośmieszyć, wezwano go na debatę, jakże przypominającą niektóre dzisiejsze, medialne lincze. Osłabionego torturami i ledwo trzymającego się na nogach, postawiono go przed całym kolegium uczonych doktorów protestanckich, obłożonych księgami i cytatami. Miał on bronić przed nimi tez swojego dzieła O dziesięciu przyczynach. Podczas gdy był na wolności wielokrotnie wzywał protestanckich uczonych na dysputy i debaty ale zawsze wykazywali się tchórzostwem w obliczu jego krasomówstwa i wiedzy i na ani jedną się nie stawili. Dopiero mając go przed sobą umęczonego, uznali, że w takim stanie łatwo go ośmieszą. Jakże się przeliczyli - pisze Badeni! Wzywany trzykrotnie, za każdym razem pokonywał na argumenty swych adwersarzy, do tego stopnia ich wgniatając w ziemię, że sami uznali swoją porażkę oddając Campiona z powrotem na tortury.  
Wszyscy główni bohaterowie książki wykazywali się podobną postawą. W obliczu prześladowań, tortur, znęcania się psychicznego, do końca pozostawali wierni Rzymowi i katolicyzmowi. Po procesie, który był farsą, nawet w oczach niektórych sędziów, skazano wszystkich na śmierć. Uratował się tylko niejaki Bosgravius, ale nie dlatego, że się złamał, tylko dlatego, że wstawił się za nim sam król Rzeczypospolitej Stefan Batory. A jak Stefan się przy czymś uparł, to nawet Elżbieta musiała ustąpić. Smutne w tym kontekście wydaje się też to, że za przyszłymi męczennikami wstawił się tylko król Polski i poseł Hiszpanii, natomiast proszony o wstawiennictwo Jean Bodin, reprezentant jakoby ,,najstarszej córy Kościoła" Francji, odrzekł szorstko: ,,nie przyjechałem tu w sprawach religijnych" .
św. Edmund Campion
Postawieni wreszcie przed szafotem, znów otrzymali szansę na wolność i życie. Musieli TYLKO wyprzeć się swojej wiary. Wszyscy solidarnie odmówili. Badeni daje swoją książką świadectwo niezłomności, ale moim zdaniem ważniejsze pytanie nasuwa się po lekturze tej krótkiej książeczki: czym jest ekumenizm? Czy Campion i towarzysze zrozumieli by współczesny ekumenizm. Wątpię. Zapewne uznaliby, że jest on grzechem przeciwko miłości bliźniego, gdyż pozwalając na błąd skazujemy dusze braci na wieczne potępienie. Tak zresztą postrzegała ekumenizm tradycyjna nauka Kościoła. Prawdziwym ekumenizmem było nawracanie a nie dialog lub wspólna modlitwa. Zresztą w tej kwestii Campion odpowiedział jednoznacznie, stojąc już pod szubienicą. Zawołano do niego: - przynajmniej pomódl się wspólnie z nami!  - Nikomu modlić się nie zabraniam, ale skoro nie wyznajemy tej samej religii, trudno żądać, abyśmy wspólnie mieli się modlić. - tak odrzekł, deklarując jednocześnie, że będzie modlił się ZA swoich prześladowców a nie Z nimi. Widzimy zatem wyraźnie i możemy sobie wyobrazić, jak zareagował by św. Edmund widząc współczesnego papieża całującego Koran, lub odprawiającego modły z buddystami. 

Książka jest zatem zarazem smutna, jak i wesoła. Pokazuje bowiem straszne prześladowania, ale i nieugiętą postawę wobec nich. Sprawia, że widzimy jak daleko odszedł Kościół posoborowy od Kościoła poprzednich 2000 lat. Pocieszeniem jednak jest to, że zarówno wtedy, jak i dziś istnieli ludzie, którzy w różnych zakątkach świata oddawali życie za wiarę, czym zyskiwali szacunek nawet swych oprawców i przyczyniali się do wielu nawróceń. To ofiara Campiona i jemu podobnych sprawiła, że anglikanizm zaczął w końcu powracać do Rzymu. Newman, Bellock, Chesterton i Lewis to duchowe dzieci męczenników reformacji.



[1] Luter zresztą bardzo szybko odpowiedział Henrykowi w swoim stylu (czyli głównie za pomocą inwektyw  i przekleństw), nazywając angielskiego władcę ,,królem kłamstw” i ,,przeklętym, zgniłym robakiem” – P. Ackroyd, The History of England, vol. II.  Tudors, McMilan, Londyn 2012, s. 29

[2] Akt Supremacji, to stworzony przez króla i przyjęty przez Parlament dokument, przyznający Henrykowi władzę religijną i niezależność od papieża.


 


[1] E. Duffy, Saints, Sacrilege and Sedition. Religion and Conflict in the Tudor Reformations, Continuum, Bloomsbury 2012, rozdział I pt. Reformation, Counter-reformation and the English nation

[2] Tamże, rozdział I; G. Kucharczyk op. cit., s. 379; T.E. Bridgett, History of the Holy Eucharist in Great Britain, Keagan Paul, Londyn 1881,  223-237


[3] 1536, 1549. 1569



1 komentarz:

  1. Do tych duchowych synów trzeba też dodać Tolkiena.

    OdpowiedzUsuń