poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Daibhi O’Croinin, Irlandia Średniowieczna (400-1200), 2012, WUW, s. 459



        
W Polsce panuje od dłuższego czasu swoista moda i fascynacja Irlandią, nie idzie to jednak zazwyczaj  w parze z głębszą wiedzą na temat kultury i historii tego, z dawien dawna, chrześcijańskiego kraju. Dlatego książka O’Croinina, będąca jednym z 6-tomowego cyklu o Irlandii (Longman History of Ireland), jest pozycją ważną, pozwalającą zrozumieć odrębny sposób kształtowania się irlandzkiego średniowiecza. System polityczny zielonej wyspy, jej ideologia władzy, z licznymi książętami, królami, rodami, a nawet tzw. wysokimi królami, odbiegał znacznie od kontynentalnego, dlatego, że był od niego odseparowany, niemal niezależny, jeśli chodzi o genezę i wpływy polityczne. Wywodził się zarówno z teologii chrześcijańskiej, jak i z zagmatwanych obyczajów plemion celtyckich i nie uległ ani cezaropapizmowi, ani papocezaryzmowi, niemalże nie biorąc udziału w tym sporze. Z drugiej jednak strony w okresie karolińskim, to właśnie mnisi irlandzcy przybywali licznie do Europy szerzyć zapomnianą kulturę, nauczać teologii, czy kształcić, a nawet wychowywać władców tamtej epoki. Polityczna część książki wydaje się najciekawsza, jednakże autor nie koncentruje się wyłącznie na tym, omawiając również takie kwestie, jak trudny dla Eire okres najazdów wikińskich, ważną rolę kobiet w tamtejszym społeczeństwie, czy zajęcia dnia codziennego. Każdy fascynujący się Whiskey, dniem św. Patryka, celtyckimi legendami i pięknem irlandzkich krajobrazów powinien zweryfikować i pogłębić swoją wiedzę o tym kraju, sięgając właśnie po książkę O’Croinina.

Świecka religia to też religia, rzecze Michał Burleigh


       Michael Burleigh, Ziemska Władza, Polityka jako religia, Świat Książki, 2011, s. 560
 
Autor znanego dzieła ,,Nowa Historia III Rzeszy” tym razem napisał książkę na często pomijany we współczesnej politologii temat. ,,Ziemska władza” traktuje o religiach świeckich, udowadnia, że fanatyzm świecki może być dużo bardziej niebezpieczny od religijnego, gdyż często pozbawiony jest hamulców występujących w systemach opartych na religii. Autor pokazuje mechanizmy, które świeckie systemy przejmują od religijnych, wskazuje, że kulty świeckie również wykształcają własny obrządek, język, mają swoich ,,świętych”, a także obiecują raj, ale nie w przyszłym życiu tylko tu, na ziemi. Przedstawiana książka to pierwszy tom i swoim zakresem tematycznym obejmuje okres od rewolucji francuskiej do pierwszej wojny światowej. Drugi tom omawiać będzie XX wieczne totalitaryzmy, jako skrajne formy ,,wyznania świeckiego”. Cieszyć może, że taka monografia pojawiła się wreszcie na naszym rynku, zwłaszcza, że nie jest napisana przez żadnego konserwatystę czy monarchistę, a przez liberała, co już samo w sobie jest niezwykłe, gdyż ci zazwyczaj nie dostrzegają takiego zjawiska jak ,,świeckie religie”. 

G.K. Chesterton, Autobiografia, Fronda - jakby wszyscy w taki sposób pisali autobiograie to ktoś by je czytał



Po wielu dziełach Chestertona Fronda wydała wreszcie słynną autobiografię. Jednakże jest to autobiografia inna niż wszystkie. Znawcy Chestertona będą wiedzieli czego się spodziewać, jednakże ktoś, kto pierwszy raz spotyka się z angielskim dżentelmenem będzie zaskoczony. Owo zaskoczenie może być jednak miłe, ta biografia to bowiem rodzaj gawędy, opowieści przy kawie bądź szklance whisky. Chesterton nie podaje tutaj wielu chronologicznie ułożonych faktów, brak dat, jałowych opisów co robił i gdzie chodził. Jest za to interpretacja czasów, w których żył i wykładnia jego charakterystycznego sposobu myślenia. Chesterton nie pisze o sobie ale o idei jaką wyznawał, a także o swoich adwersarzach, którym jak zwykle się obrywa, acz w bardzo dżentelmeński sposób. Każdy kto nie lubi czytać suchych, typowo historycznych biografii powinien sięgnąć po tą książkę, gdyż czyta się ją jak powieść, ale ma wartość dzieła filozoficznego. Nikt nie napisze lepszej biografii Chestertona niż on sam.


Niszowe seriale historyczne 1 - Banished



Ciekawa nowość z gatunku seriali historycznych pojawiła się w prezencie od BBC. Poniżej kilka krótkich refleksji po obejrzeniu pierwszego odcinka:

Jest to produkcja BBC TWO opowiadająca o brytyjskiej kolonii karnej w Australii. Jak na razie (w Anglii wyemitowano dopiero pierwsze odcinki)  w Polsce nie została szerzej zauważona, zasługuje jednak na uwagę, gdyż tematyka jest bardzo ciekawa i nie poruszana dotychczas zbyt często. Poprzednią produkcją dotykającą podobnej problematyki był pełnometrażowy ,,Van Diemen's Land” . Film w reżyserii Jonathana Auf Der Heide był jednak utrzymany w konwencji mrocznego kina drogi, poruszał kwestie ludzkiej wytrzymałości i granic człowieczeństwa testowanych w ekstremalnie trudnych warunkach. Dodatkowym elementem czyniącym go ciężkim w odbiorze dla szerszej publiczności była praktycznie minimalna ilość dialogów, dlatego należy raczej zaliczyć ów film do tych z gatunku ,,dla konesera”, podobnie jak ,,Valhalla Rising” czy ,,Michael Kohlhaas”. ,,Banished” jest produkcją zdecydowanie bardziej przystępną, porusza jednak równie trudne tematy i także nie kipi akcją ani nagłymi zwrotami fabularnymi. Takie nieśpieszne tempo wynagradza gra aktorska niektórych głównych bohaterów – zwłaszcza australijskiego gwiazdora Davida Wenhama znanego min. z roli Faramira we Władcy Pierścieni, oraz dwóch Szkotów, Rory’ego McCanna (Ogar z Gry o Tron) i Ewena Bremnera (Trainspoting). 

 

Banished jest jednym z niewielu seriali historycznych, który nie sprawia wrażenia jakby producenci na siłę starali się przenieść współczesną mentalność do dawnych czasów i wszczepić ją bohaterom żyjącym w innej epoce. Tutaj postaci mówią i myślą zgodnie z tym, co możemy przeczytać w książkach z epoki, czy źródłach historycznych, a nie to co mówili by postawieni przed swymi dylematami dzisiaj. Tego trudnego problemu nie uniknęli nawet twórcy produkcji znakomitych takich jak Vikingowie czy Tudorowie. Najlepiej pod tym względem wyglądał Rzym, ale Banished jest poziom wyżej w warstwie odtwarzania mentalności, choć oczywiście budżetowo, ani fabularnie do wymienionych seriali się nie umywa. To właśnie urealnione dylematy moralne nadają wartość temu serialowi – choćby kwestie jakie wypowiada na temat małżeństwa pastor Johnson (Bremner), lub jak władzę i płynące z niej obowiązki traktuje Gubernator Phillip (Wenhman). Dzisiaj w ten sposób praktycznie nikt nie myśli i na podstawie tych dialogów można znacznie lepiej zrozumieć realia ideowe i polityczne XVIII wieku i uświadomić sobie jak daleko jesteśmy od ówczesnego sposobu pojmowania świata, mimo iż przyznajemy się podobno do dziedzictwa tej samej cywilizacji. Warto choćby dla tego oglądać nową serię wypuszczoną przez BBC. Kwestie fabularne pewnie zresztą również się rozwiną, a wsparte dobrą grą (bardziej z domeny teatru telewizji) sprawią, iż serial stanie się pełnowartościową pozycją w swoim gatunku.  Za kilka dni postaram się pokrótce przeanalizować kolejną nowość na rynku seriali historycznych – również brytyjski, kostiumowy ,,Poldrak”.

Krótka recenzja książki o tym czym w warstwie religijnej interesował się Hitler i jak wiele mitów narosło wokół tej tematyki



    Michael Hesemann, Religia Hitlera, Prószyński i S-ka, 2012, 543 s.
Książka Hesemanna stanowi unikalną pozycję na naszym rynku. Jest to bowiem szczegółowa analiza religijnych i mistycznych korzeni nazizmu jako całości i osobistych poglądów Hitlera w szczególności. Hesemann, opierając się na wielu źródłach, wskazuje, że wbrew utartym, obiegowym opiniom hitleryzm nie miał nic wspólnego z ortodoksyjnym chrześcijaństwem. W pierwszej części autor przedstawia drogę religijną Fuhrera od uczęszczania do katolickiej szkoły, przez zerwanie z Kościołem we wczesnym wieku młodzieńczym, fascynację mityczno-pogańskimi poglądami i twórczością Wagnera czy wiarę w lodową teorię wszechświata. Dowiadujemy się też o związkach Adolfa z różnymi ugrupowaniami bazującymi na romantycznej mitologii germańskiej takimi jak Thule, wyznawcy Votana, armaniści, teozofowie czy Rycerze Aryjscy. Z każdej z tych zwariowanych i w sumie mało poważnych sekt czerpał Hitler groźne elementy, które wkrótce złożyć się miały na jego morderczy światopogląd. Mieszanina pogaństwa, mistyki, wegetarianizmu, heretycka wiara w aryjskość Chrystusa, powodowały coraz większą nienawiść nie tylko do judaizmu ale także do katolickiego Kościoła, który Hitler określał jako zażydzony lub chrysto-bolszewicki. Stosunek władcy III Rzeszy do Kościoła przedstawiony jest dokładniej w drugiej części książki, w której autor opisuje heretyckie lub wrogie wobec chrześcijaństwa poglądy nazistów. Poznajemy ich plany zniszczenia katolicyzmu na dwa sposoby: a) poprzez fizyczną eksterminację – Hitler planował, że po zwycięskiej wojnie zajmie się ostatecznym rozwiązaniem kwestii kościelnej, wieszczył erę upadku Kościoła i twierdził, że  chrześcijaństwo jest najbardziej szaloną rzeczą, jaką kiedykolwiek w swoim obłędzie wydał ludzki mózg, a także nazywał apostolskie nauczanie żydowskim łajnem i kleszą paplaniną. b) drugi sposób, wcielany w życie już przed i podczas wojny polegał na rozmyciu ortodoksji katolickiej poprzez stworzenie tzw. chrześcijaństwa pozytywnego oraz przez totalną indoktrynację młodzieży wprowadzającą naukę o germańskości jako nową religię. Na zakończenie warto zwrócić szczególną uwagę na dwie rzeczy: podobną chęć zmiany chrześcijaństwa na bardziej „pozytywne” (czemu ortodoksja nie ma być pozytywna, to już nie rozumiem), postępowe czy zgodne z duchem czasów przejawiają praktycznie wszystkie ruchy wrogie wobec katolicyzmu, od reformacji (Hitler fascynował się Lutrem), przez rewolucję francuską, bolszewizm, czy współczesny liberalny modernizm religijny. Druga sprawa: każdy z tych ruchów walczy z katolicyzmem za pomocą odwołania się do nauki i przywoływania rzekomej niezgodności wiary z rozumem, jednocześnie czyniąc z samej nauki fanatycznie wyznawaną religię. Hitlerowska lodowa teoria wszechświata, nauka o rasach czy wyższość germańskości również miały jakoby ,,niepodważalne” podstawy naukowe i dlatego w oczach nazistów zyskiwały przewagę nad wstecznym i zacofanym Kościołem. Bardzo ważna książka, pokazująca dodatkowo (szerzej Hesemann omawia ten problem w Pius XII wobec Hitlera) paradoks, tego, że Pius XII określany przez Hitlera jako żydowski papież, przez propagandę komunistyczną nazwany został papieżem Hitlera – widać tutaj, że obie strony głównego wroga upatrywały w Rzymie.

I ciekawa monografia o tym co przywódca III Rzeszy czytał




 
     Tymothy W. Ryback, Prywatna Biblioteka Hitlera, Świat Książki, 2010, 316 s.
Książka, na której min. opierał się Hesemann w swych badaniach nad religią Hitlera prezentuje szersze spektrum lektur mających wpływ na światopogląd jednego z dwóch ,,antychrystów” XX wieku. Ryback przeanalizował ocalałe po wojnie zbiory książkowe Hitlera, jego odręczne notatki na marginesach rozmaitych tekstów, a także późniejsze wypowiedzi i poglądy Fuhrera, które wyraźnie wynikały z zestawu przeczytanych dzieł. Autor prowadzi czytelnika po księgozbiorze i opisuje jak wiele czerpał Hitler z dzieł takich jak Peer Gynta Ibsena, opery Wagnera, liczne tomy dotyczące ezoteryki i okultyzmu, książki Nietzschego i Fichtego, czy antysemickie i neopogańskie utwory Rosenberga, Weisthora i Dietricha Eckarta, z którym to Hitler prowadził swoistą licytację na to, kto jest większym antysemitą. Cały zestaw pokazuje jak wielki chaos i pomieszanie rozmaitych herezji, mitów, okultyzmu, czarów czy pseudonaukowych teorii opanował głowę Hitlera, mając niestety realny wpływ na jego polityczne działania. Książka szczególnie ciekawa dla konserwatywnych badaczy myśli politycznej, gdyż niejako potwierdza tezę o prymacie ,,nadbudowy” nad ,,bazą” i wyraziście pokazuje, że książki i idee same w sobie potrafią wywoływać rewolucje, czy tworzyć polityczne monstra (tak samo jak mogą leczyć i  doprowadzać do dobrych rezultatów, do naprawy społeczeństwa).